Olympus C-765

Olympus C-765 to mój nowy nabytek. Wreszcie kuiłem sobie aparat cyfrowy! Fociłem nieco kilka lat (to już „lat”!) Prakticą PLC 3, z krótej jestem bardzo zadowolony, ale… albo ja mam coś z oczami, albo aparat nie trzymał mi ostrości. Z czasów manuala zostało mi zamiłowanie do fotografii (totalnie amatorskiej, bądź co bądź) i chorowałem na cyfrę. Na analogowe odbitki nigdy nie było mnie stać. Teraz mogę sobie chodziaż dowoli popstrykać :) A z efektów jestem jak na razie zadowolony (z kilkoma rzeczami trzeba się pogodzić, cóż…). Przykład – poniżej. Oczywiście pomniejszony, więc nie oddaje ten obrazek tego co potrafi aparat.
Wawel - 10 stycznia 2005r.

3 myśli na temat „Olympus C-765

  1. Do tej pory używałem starego Zenita ojca, a ostatnio nawet bawiłem się Smieną, ale na odbitkach można faktycznie zbankrutować. Dorobiłem się niedawno Nikona 3100 – może nie jest to szczyt marzeń, ale przy ładnej pogodzie fotki robią wrażenie, a to chyba najważniejsze, no i można pstrykać do woli.

Dodaj komentarz