Jak to się stało?

Jestem w lekkim szoku!
Wszystko co wiem o pozycjonowaniu właśnie wzięło w łeb, bo drugie miejsce w Google ma strona, która (na pierwszy rzut oka) nie zawiera frazy, o którą pytamy Google. O co chodzi? Proszę kliknąć i sprawdzić na własne oczy:
http://www.google.pl/search?hl=pl&q=ptasia+grypa&lr=lang_pl

Chociaż z drugiej strony pod hasłem „kretyn” można było dotrzeć przede wszystkim na strony Sejmu poświęcone A. Lepperowi i R. Giertychowi.

Wniosek z tego prosty – linki (przede wszystkim tekst pod jakim się znajdują) potrafią zdziałać cuda.

Bo w życiu jest różnie…

…kwadratowo i podłużnie. Zazwyczaj jednak ten kto ma dobre serce musi mieć twardą dupę.

I po raz kolejny się o tym przekonuję. Ja już nie wiem – czy to jesień, czy to „warszawska samotność”, czy to ja, czy też to mój „target”. Dzisiaj mam zły dzień. „Poranna wiadomość” mnie rozbiła maksymalnie. Kiedy wydawało się, że znowu (po kilku latach) wszystko jest na dobrej drodze przychodzi taka wiadomość, że się odechciewa. Wszystkiego się odechciewa. I bynajmniej nie chodzi o Kaczyńskiego czy Tuska – wynikami wyborów jestem zasmucony, ale to mniejsza o to dzisiaj. Za cztery lata się zmieni (albo na czerwono albo na pasiasto czerwono-biało), whatever.

A czy mi się zmieni za cztery lata to ja już nie wiem. Zaczynam wątpić, że cokolwiek się zmieni. Wyjechałem z Krakowa, poczułem wiatr w skrzydłach, wolność i początek nowego życia. Tyle, że w tym nowym życiu mam te same problemy (ze sobą chyba tylko…), nie mogę się uwolnić od „krakowskiego siebie” i tego co mi siedziało w głowie przez ostatnie kilka lat. Chociaż nie tak, nie do końca tak – od tego się uwolniłem. Nie uwolniłem się od człowieka jakim jestem. Chyba nie wierzę w to, że można się zmienić. Ale chyba powinienem.

Kiedy jestem dobry, czuły, miły i w ogóle do rany przyłóż – źle. A właśnie tak chcę, żeby było. Prosto, naturalnie, zwyczajnie i bez pośpiechu.
Kiedy jestem niedostępny, nie angażuję się, kiedy „mi-to-wisizm” – też źle, nawet gorzej i prędzej to się kończy.

Warszawa mi tego nie ułatwia. Ale to nie jej wina. Zobojętniała mi (czyli awansowała z nielubienia), nie przeszkadza mi to miasto. Czasem mnie męczy, czasem mam go dość, wielu rzeczy mi brakuje, kilka rzeczy mnie dziwi czy zaskakuje. Ale do tego przywykłem i nie zwracam na to uwagi.

Dzisiaj mi źle. „Dziękuję, przepraszam i powodzenia.”