Weekend na wsi…

Święta to jak co (pół) roku czas wyjazdów z miejsca zamieszkania do domu – miejsca, gdzie człowiek ma rodziców, tam gdzie się wychowywał. Ja do końca liceum mieszkałem na wsi i na tę wieś przyszło mi przyjechać na 3 dni weekendu wielkanocnego. Na szczęście tylko na trzy dni…
Przywykłem do mieszkania w mieście – prawie 9 lat w Krakowie, potem Warszawa. Przy krótkich (ale zdecydowanie wystarczających) wizytach w domu zawsze nachodzą mnie obserwacje społeczne. I tak też było tym razem.

Widziałem więc kilka osób, które chodziły ze mną do jednej podstawówki (nie koniecznie jednej klasy – czasem to kilka lat różnicy), albo i takich, którzy zaczynali podstawówkę kiedy ja ją już skończyłem. Przeraził mnie ten obraz… Chłopaki w wieku 20-23 lat wyglądający jak 30-parolatkowie; nastolatki ubrane na sportowo, z minami wyrażającymi marazm, niechęć i pragnienie kolejnej wiejskiej zabawy – żeby tylko napić się jabolka… Nastoletnie dziewczyny z wielkimi tyłkami i tęsknotą za wielką miłością oczach… przy jednoczesnej świadomości, że tak naprawdę wyjdą z „konieczności” za pierwszego który się trafi (na wiejskiej zabawie). Starsze dziewczyny (moje rówieśniczki, które podobały mi się kiedy chodziliśmy do jednej klasy czy szkoły) wyglądają jak swoje matki – ciuchy, fryzury, makijaż jak u czterdziestolatek na początku lat dziewięćdziesiątych… Każda właściwie zamężna i z co najmniej jednym dzieckiem. A jeśli jeszcze bezdzietne i bezmężne to na 99% nie mieszkają na wsi, tylko w większym mieście (np. w Krakowie ze względu na odległość).

Młodzi ludzie poza pracą w polu, jeżdżeniem traktorem i ewentualnie remontowaniem maszyn czy samochodów nie mają właściwie nic innego do roboty. Rozmowy krążą wokół braku pracy, tanich win, wiejskich zabaw czy też samochodów albo motocykli (bo to ich kręci). Owszem – jest cicho, spokojnie, zielono, przyjemnie… ale to wszystko jest dobre na chwilę, żeby odpocząć, zwolnić obroty codziennego życia i… tyle. Potrzebuję po jednej takiej dobie przejść się po mieście, przejechać tramwajem, iść do knajpy czy kina… albo chociaż do pracy! A może po prostu nie potrafię wypoczywać? Ale to chyba coś innego – wyjazd do domu i spotkanie z ludźmi z lat młodości to nie taki sam wypoczynek jak np. wyjazd w góry albo nad jeziora.

Poraża mnie ten świat, gdzie jedyną rozrywką jest telewizja… a jedyny program, który może zainteresować widzów to Polsat. Nie dziwi mnie też że w ostatnich wyborach właśnie tutaj największy sukces odniosła Samoobrona (tak mi coś świta – trzeba by to sprawdzić na stronach PKW)… Dokąd zmierza ten kraj, skoro młodzi ludzie nie mają żadnych ambicji? Ale nie tylko ludzie na wsi – od nauczycielki w technikum wiem, że uczniowie klasy maturalnej nie mają żadnego pomysłu na życie. Chcą skończyć szkołę i mieć wszystko z głowy. Nie myślą o tym gdzie będą pracować, czy pójdą na jakieś studia.