Radiohead: 10 mln USD w tydzień

…tak donosi Mashable za Wall Street Journal, a za nimi yashke i z kolei ja :)

W każdym razie – Radiohead zdecydował się na upublicznienie swojej nowej płyty (nawet, nawet – bliżej temu do „OK Computer” niż późniejszych płyt, np. „Kid A”) w internecie. Nie za darmo, ale za dowolną kwotę. W ciągu tygodnia kupiono płytę ponad milion razy, łącznie za kwotę 10 milionów dolarów – średnia cena to około 8 dolarów, czyli tak jak przeciętnie kosztuje CD.

Jeszcze przed premierą płyty Radiohead o podobnym ruchu poinformował Trent Reznor z Nine Inch Nails (krzycząc zresztą „tak, tak, kradnijcie moją muzykę!”) mniej więcej w tym samym czasie publikując torrent Nine Inch Nails Open Source Remixes: The Limitless Potential.

Yashke pisze u siebie:

Kiedy zrozumie to jakiś Polski znany muzyk? Nie liczę za bardzo na zafiksowanego w swoim poglądzie na “piractwo” Kazika czy Krzysztofa Cugowskiego. Może Doda? Ja cieszyłbym się gdyby zrobili to chłopacy z Cool Kids Of Death.

a mi się coś wydaje, że kilka lat temu pierwszy (albo jeden z pierwszych) podobnych ruchów wykonał Perfect. I jak podaje Wikipedia:

Za odważny ten krok zespół został nagrodzony specjalną nagrodą i otrzymał statuetkę Światowego Dnia Telekomunikacji która otrzymują wyłącznie osoby i instytucje szczególnie zasłużone dla polskiej teleinformatyki.

normalnie „Order Orła Białego, Budowniczy PRL” ;)

Amerykańscy studenci

Kuba Filipkowski (yashke.com) wynalazł film, który w przyjemny sposób obrazuje wyniki badań na temat amerykańskich studentów.

Badanie przeprowadzone zostało na grupie 200 studentów. Kilka ciekawych liczb (oczywiście dane średnie):

  • w ciągu roku amerykański student czyta 8 książek
  • 2300 stron internetowych
  • i 1281 profili w Facebook (a ja nigdy tej strony nie zgłębiłem, na MySpace byłem kilka razy – w obu nie mam profilu i nie zamierzam mieć)
  • napisze 42 strony prac semestralnych
  • i 500 stron e-maili

Więcej we wpisie „A Vision of Students Today” (po angielsku).

Krytyka Krytyków.pl

Dzisiaj ruszył nowy serwis w polskiej blogosferze – krytycy.pl. Jest to (przynajmniej znany mi) jedyny tego typu serwis – łączy blogerów i reklamodawców. Taki (z bardzo dużą swobodą skojarzenia) „adserver” dla blogerów. Serwis trafił idealnie w toczącą się dyskusje o tym czy bloger może się „sprzedać” i napisać recenzję jakiegoś produktu w zamian za taki czy inny sposób gratyfikacji.

Od jakiegoś czasu wiadomo, że blogerzy cieszą się znacznie większym zaufaniem niż standardowa reklama; więc dlaczego reklamodawcy nie mieliby tego faktu wykorzystać? I wykorzystują – mniej lub bardziej po cichu; czasem z tego wychodzi większa afera o tym jak jakaś firma chce przekupić wpływowych blogerów.

Nie ukrywajmy jednak, że wielu blogerów chętnie zgarnęłoby „pewną sumę” za swoją – było nie było – pracę. W Polsce jest to jeszcze mało popularne (chociaż EIrena prowadząca bloga zjadamy reklamy otwarcie na TUBIE powiedziała, że m.in. ze względu na swojego bloga o reklamach pracuje w gazeta.pl, gdzie prowadzi bloga… również o reklamach), a dyskusja na temat „czy blogerowi wypada brać kasę za promocję” wciąż trwa. Jedni są za, inni są przeciw. Trochę np. tutaj.

Krytycy.pl są pewnym lekarstwem na nieco chorą sytuację. Powstała platforma pozwalająca chętnym do pisania znaleźć tematy podrzucane przez chętnych do płacenia. Wydaje mi się, że interes będzie się kręcił. Serwis podpiera się etyką, która brzmi dla mnie całkowicie sensownie (w skrócie: bloger wybiera czy i o czym pisze, reklamodawca daje odpowiednie materiały źródłowe, a czytelnik wie, że ma do czynienia z artykułem sponsorowanym).

Zastanawia mnie tylko co będzie jak np. o modelu telefonu napiszę, że jest super fajny i w ogóle „biegnij do sklepu i kup go natychmiast”, jednak nie działa to czy tamto, a klapka się urwała? Będzie to reklama czy recenzja? Reklamodawca będzie zadowolony? To są moje obawy – bardziej po stronie płacących niż piszących. Boję się, że reklamodawcy będą chcieli na autorach wymóc, żeby pisali tak, jak agencje reklamowe… a nie o to moim zdaniem chodzi.

Tyle jeśli chodzi o blogerów. Co daje taki serwis reklamodawcom? W notatce prasowej autorzy serwisu napisali tak:

„Reklamodawcy otrzymują możliwość dotarcia do swojej grupy docelowej z niezwykłą skutecznością jaką gwarantują blogi. Produkty i usługi naszych klientów opisują blogerzy, w swoim własnym stylu, na swoim blogu co gwarantuje świeżość i autentyczność przekazu. Śledząc przebieg kampanii w Krytycy.pl reklamodawca ma dostęp do informacji zwrotnych od czytelników blogów. Jednocześnie taki rodzaj kampanii daje pozytywne efekty SEO.”

Sam serwis prezentuje się przyzwoicie – mało grafiki, duże literki, ładnie skomponowane. Mi się podoba. Same zasady korzystania z serwisu są jasno opisane w Poradniku Klienta i Poradniku Blogera (ten ostatni wzbogacony nawet o filmy instruktarzowe).

Rejestracja przebiega szybko i sprawnie (jak się jest użytkownikiem testowym to oczywiste ;). Po rejestracji i wszelakich weryfikacjach dostajemy się (jako bloger) do swojego panelu, gdzie należy wypełnić odpowiednie dane i wybrać kampanię, w której chcemy uczestniczyć. Zastanawia mnie wartość „Ranking Krytycy.pl” (przede wszystkim jego skala – opis na blogu serwisu wpis się zgubił :().

Wybieramy kampanię i piszemy tekst. Następnie generujemy oznaczenie, że jest to tekst sponsorowany, zgłaszamy link i… czekamy na kasiorkę :)

Sprawy prawne – umowa i podatki. Twórcy serwisu pomyśleli o tym i – przynajmniej jeśli chodzi o osoby fizyczne (czyli nie-firmy) – wybrali najprostsze rozwiązanie: umowę o dzieło. Oznacza to mniej więcej tyle, że po napisaniu tekstu reklamowego dostajemy umowę (zapewne „umowa o dzieło – przygotowanie tekstu reklamowego”), rachunek i pieniądze. Nie musimy martwić się o podatek – dostajemy kasę już po potrąceniu podatku. Hmm… tylko nie doszukałem się w Regulaminie niczego o formularzu PIT-8b (bodaj na nim rozlicza się umowy o dzieło).

Podsumowując: serwis przyzwoity, pomysł bardzo ciekawy. Zobaczymy jak wyjdzie w praniu. Chłopakom (twórcom) życzę powodzenia!