Nowe zdjęcia

Na stronie pojawiło się kilka nowych zdjęć. W sumie jest ich już 140 (co w zasadzie nie jest jakąś szokującą liczbą, ale trochę tego jest, jakby nie patrzyć).

Te nowe fotki pojawiły się w działach Kraków (sporo zdjęć z Kazimierza takiego jakim go lubię – rudery, brud itd), Kwiatki, Inne, jedno w Portret i dwa w Autoportret.

Zapraszam do oglądania i być może komentowania (tutaj, w blogu).

Nine Inch Nails – [WITH_TEETH]

Cudne! Miażdżące! Piękne w swym brudzie.

Tak mogę określić nową płytę NIN – premiera była 2 maja, płytki słucham od jakiegoś tygodnia.
Nigdy za Nailsami nie przepadałem, byli za głośni, za bardzo jazgotliwi. Ceniłem jednak „The Perfect Drug” z „Zagubionej…” czy też kilka innych znanych utworów („Closer”, „Sin” czy „Burn” wykorzystany w „Urodzonych…” albo „Starfuckers, Inc.” z poprzedniej płyty). Ale nigdy nie przebrnąłem przez całą płytę – po prostu było to dla mnie za głośne i tyle.

No, ale „With teeth” zacząłem poznawać właściwie od słuchania na słuchawkach – zupełnie inny odbiór niż moje nędzne głośniczki przypięte do komputera. Słychać każdy dźwięk, każdy brud, każdy szczegół całej tej układanki. I właśnie za te szczegóły i ich mnogość (jak to ktoś na grupie pl.rec.muzyka.rock stwierdził – nie ma gdzie już szpilki wetknąć) cenię tę płytkę.

Momentami ściana dźwięku. Ale wcześniej coś jak nocna jazda samochodem pustą drogą przez gęsty las (znam takie miejsce – jadąc z Popielowa do Kup; kilkanaście kilometrów od Opola) . Coraz szybciej, na coraz większym gazie, chociaż tak na prawdę słychać tylko szum wiatru i silnika (mruczenie bardziej)… tak samo delikatnie jak w „Ridern on the Storm” Doorsów (mam na myśli wrażenie, a nie jakiekolwiek muzyczne porównania!). Tyle, że nagle wyrasta przed nami na owej drodze betonowy mur, w który wgniatamy się całym impetem. I za chwilę ponownie. I dalej, i szybiciej i na nowo z każdym kawałkiem.
Są też piosenki. Po prostu piosenki, a to dość nietypowe dla Reznora… takie jak np. singlowy „The Hand That Feeds” czy „Only”. Mistrzostwo świata, trzeba posłuchać.

Dzięki „With teeth” sięgnąłem po starsze płyty NIN. I nie żałuję. Już mnie uszy nie bolą.

Aviator

Kolejny film, wielki kandydat do Oscarów i chyba wielki przegrany (od lat właściwie) – Martin Scorsese i jego Aviator.
Tym razem porażka totalna. O czym jest ten film? Czemu ma służyć? Jak napisałem na pl.rec.film:

„Zestawienie dość ładnych zdjęć, kilka scenek jedna za drugą, ale tak na prawdę – o co chodzi? No był bogaty gość, robił samoloty i filmy, obracał się w towarzystwie gwiazd i co z tego? Jak dla mnie – szkoda było taśmy…
Myślałem, że Martin S. zrobi coś lepszego po „Gangach NY”, ale widocznie się przeliczyłem… I dobrze, że nie dostał tylu Oskarów ile by chciał.”

Piła

Ostatnio nadrabiałem zaległości filmowe. Filmów było kilka, szczerze mówiąc nie bardzo wszystkie pamiętam!
Na pierwszy ogień pójdzie Piła. Film niczego sobie. Trochę chyba uprzedziłem się czytając przed obejrzeniem coś na sieci (głównie na pl.ref.film), ale to nie wszystko. Początek – jak z Cube, który bardzo lubię… Potem całkiem nieźle, ale mocno zalatując Se7en – też lubię… nawet bardziej. Są jednak w moim odczuciu filmy (i piosenki), których nie należy dotykać i wręcz obchodzić się z nimi jak ze świętym jajkiem. Połączenie Cube z Se7en – fajny pomysł, mógł być bardzo udany.
Niestety – Piła w napięciu mnie nie trzymała, była momentami przewidywalna, na nogi nie powaliła. Zobaczyć jednak warto.
Powiedzmy 6.5/10.

Pozycjonowanie Grupy Rafała Kmity – część druga

Hmm… kilka nowych słów kluczowych (tak naprawdę zebranych na podstawie logów… mojej strony), kilka przeróbek i poprawek, a strona Kmitów ma się lepiej w googlach. Wciąż wszystko na wyczucie tak na prawdę, bez sztuczek – czysty kod, niezbyt (mimo wszystko – ciągi są za długie) dobrze dobrane słowa kluczowe (ale ważne że słowa te są) i wypełnione inne META-tagi.
A dziś trafiła w sieć nieco poprawiona strona www.grafologia.pl (odpowiadam tylko za „tuning” pod względem pozycjonowania) – za 2-3 dni powinna się pojawiać w googlach. Mam nadzieję… bo kod jest rozpieprzony i strona jest tak na prawdę do zrobienia na nowo. Niestety nie dysponuję całą grafiką (najchętniej w PSD oczywiście) i nie jestem w stanie wiele namieszać… Liczę po ciuchu na to, że moje drobne poprawki coś poprawią…

Pozycjonowanie Grupy Rafała Kmity

Jakiś czas temu (bodaj na początku grudnia) ruszyła zrobiona przeze mnie strona Grupy Rafała Kmity. I hula ładnie, chociaż jest taka sobie graficznie (cóż… nie mam do tego zdolności i nic już na to nie mogę poradzić). Ale ja nie o tym.
Strona ta była dla mnie wyzwaniem nie tylko pod względem zrobienia jakiegoś layoutu i napisania kawałka kodu w HTMLu (niestety – nie poradziłem sobie ze względów czasowych z rozpisaniem tego na CSSie, ale większej potrzeby też nie było) ale również pod względem pozycjonowania. Nacisk położyłem na google – dla mnie jedyną wyszukiwarkę sieciową, w którą warto „inwestować” swój wysiłek.
No i udało się właściwie. Udało się lepiej niż sądziłem. Google wyszukują wspomnianą stronę po frazy typu „Grupa Rafała Kmity” czy też tytuły poszczególnych spektakli i jest ona w pierwszych pięciu wynikach (niestety nie zawsze udaje się przeskoczyć starą wersję strony umieszczoną na innej domenie). Największym jednak sukcesem dla mnie okazała się fraza „skecz o radiu” – taki ciąg zaproponował Arek Lipnicki („bo ludzie nas z tym kojarzą”) – tutaj kmita.art.pl jest na pierwszym miejscu.

Dzisiaj wprowadziłem kilka zmian (jakich to tajemnica ;-) ale prostych i banalnych wręcz) na dodanej kilka dni temu podstronie „Powiedzieli o nas…” – ciekaw jestem jak się sprawdzą w wyszukiwarkach (swoją drogą – właśnie sprawdziłem szukaczki onetu, wp i interii – pozycjonują stronę właściwie tak samo jak google) i czy na zapytania o nazwiska, które coś powiedziały w wynikach będzie strona Kmitów… Jeśli tak to dla mnie pełen sukces :D

21 gramów

Robię sobie ostatnio co wieczór maraton filmowy. No… maraton to za dużo powiedziane – po jednym filmie dziennie („wieczornie” właściwie). Przedwczoraj „Donnie Darko” w wersji reżyserskiej, wczoraj „21 gramów”.

O ile pierwszy taki sobie (tym bardziej, że widziałem go już wcześniej kilka lat temu) o tyle drugi rewelacyjny. Żałuję, że nie załapałem się na seanse w kinie… Naomi Watts boska, piękna (nawet jak robi „grymaśne” miny albo dopiero co jest po przebudzeniu – no, ale to uroda kobiety dokładnie w moim typie) i rewelacyjna. Sean Penn jeszcze lepszy, tak samo Benicie Del Toro. Świetny film o życiu, śmierci, trochę o miłości i przede wszystkim o tym jaki ten świat jest mały i jak trudno czasami zrozumieć drugiego człowieka, szczególnie stojąc z boku i tylko przyglądając się jego życiu, nie znając całości.

Gorąco polecam, powinien być w wypożyczalniach.