Zaczęło się!

Od wyborów, które wygrał PiS (zarówno parlamentarnych jak i prezydenckich) wiedziałem, że wcześniej czy później do tego dojdzie. Mniej więcej w momencie ataków typu dziadek w Wermachcie spodziewałem się, że nie dojdzie do koalicji PiS-PO (w sumie szkoda, moim zdaniem, bo PO kontrolowałoby dyktatorskie zapędy PiSu), a kwestią czasu będzie przehandlowanie stołków z Samoobroną. No i się ziściło.

Chciałem, żeby ten blog był apolityczny, ale chyba się nie da, skoro przerażają mnie zapędy rządzących i szczerze obawiam się o wolność w powstającej IV RP. Na początek mamy:
Cenzurę Internetu w szkołach
Zakaz sprzedaży alkoholu w Dniu Dziecka.
Czekam na to co dalej…

Update 24 maja: A jednak… – prohibicja w Dzień Dziecka wprowadzona…

Weekend na wsi…

Święta to jak co (pół) roku czas wyjazdów z miejsca zamieszkania do domu – miejsca, gdzie człowiek ma rodziców, tam gdzie się wychowywał. Ja do końca liceum mieszkałem na wsi i na tę wieś przyszło mi przyjechać na 3 dni weekendu wielkanocnego. Na szczęście tylko na trzy dni…
Przywykłem do mieszkania w mieście – prawie 9 lat w Krakowie, potem Warszawa. Przy krótkich (ale zdecydowanie wystarczających) wizytach w domu zawsze nachodzą mnie obserwacje społeczne. I tak też było tym razem.

Widziałem więc kilka osób, które chodziły ze mną do jednej podstawówki (nie koniecznie jednej klasy – czasem to kilka lat różnicy), albo i takich, którzy zaczynali podstawówkę kiedy ja ją już skończyłem. Przeraził mnie ten obraz… Chłopaki w wieku 20-23 lat wyglądający jak 30-parolatkowie; nastolatki ubrane na sportowo, z minami wyrażającymi marazm, niechęć i pragnienie kolejnej wiejskiej zabawy – żeby tylko napić się jabolka… Nastoletnie dziewczyny z wielkimi tyłkami i tęsknotą za wielką miłością oczach… przy jednoczesnej świadomości, że tak naprawdę wyjdą z „konieczności” za pierwszego który się trafi (na wiejskiej zabawie). Starsze dziewczyny (moje rówieśniczki, które podobały mi się kiedy chodziliśmy do jednej klasy czy szkoły) wyglądają jak swoje matki – ciuchy, fryzury, makijaż jak u czterdziestolatek na początku lat dziewięćdziesiątych… Każda właściwie zamężna i z co najmniej jednym dzieckiem. A jeśli jeszcze bezdzietne i bezmężne to na 99% nie mieszkają na wsi, tylko w większym mieście (np. w Krakowie ze względu na odległość).

Młodzi ludzie poza pracą w polu, jeżdżeniem traktorem i ewentualnie remontowaniem maszyn czy samochodów nie mają właściwie nic innego do roboty. Rozmowy krążą wokół braku pracy, tanich win, wiejskich zabaw czy też samochodów albo motocykli (bo to ich kręci). Owszem – jest cicho, spokojnie, zielono, przyjemnie… ale to wszystko jest dobre na chwilę, żeby odpocząć, zwolnić obroty codziennego życia i… tyle. Potrzebuję po jednej takiej dobie przejść się po mieście, przejechać tramwajem, iść do knajpy czy kina… albo chociaż do pracy! A może po prostu nie potrafię wypoczywać? Ale to chyba coś innego – wyjazd do domu i spotkanie z ludźmi z lat młodości to nie taki sam wypoczynek jak np. wyjazd w góry albo nad jeziora.

Poraża mnie ten świat, gdzie jedyną rozrywką jest telewizja… a jedyny program, który może zainteresować widzów to Polsat. Nie dziwi mnie też że w ostatnich wyborach właśnie tutaj największy sukces odniosła Samoobrona (tak mi coś świta – trzeba by to sprawdzić na stronach PKW)… Dokąd zmierza ten kraj, skoro młodzi ludzie nie mają żadnych ambicji? Ale nie tylko ludzie na wsi – od nauczycielki w technikum wiem, że uczniowie klasy maturalnej nie mają żadnego pomysłu na życie. Chcą skończyć szkołę i mieć wszystko z głowy. Nie myślą o tym gdzie będą pracować, czy pójdą na jakieś studia.

v7ndotcom elursrebmem

Niezły tytuł, co? ;) Ale jaśniej – v7ndotcom elursrebmem – to fraza, „na którą” trzeba spozycjonować bloga, aby wygrać 4 tysiące dolarów za pierwsze miejsce w wynikach Google. Ot po prostu – nowy konkurs na pozycjonowanie.
Konkurs zostanie rozstrzygnięty 15 maja 2006. Aktualne wyniki można zobaczyć wpisując hasło v7ndotcom elursrebmem w wyszukiwarkę, albo klikając tu: v7ndotcom elursrebmem, a regulamin na stronie v7n.com. Ja na razie nie biorę udziału (a przynajmniej nie zarejestrowałem się… jeszcze ;).

O ambicji i nowej stronie

Od kilku tygodni chodzi mi po głowie pomysł stworzenia zupełnie od początku nowej strony.
Oczywiście swojej strony, bo jakiej by innej? Była by to już bodaj piąta wersja układu graficznego (wiszącego w sieci, bo projektów, które publicznie nie były prezentowane było co najmniej dwa razy więcej). Jednocześnie ze zmianą graficzną mam zamiar wprowadzić całkowicie nowy sposób zarządzania treścią (czyli krótko mówiąc: napisać własnego CMSa). Oto kilka założeń koncepcyjnych:

  • całość oparta na SQLowej bazie danych;
  • podział tak jak do tej pory na kilka działów (ostatecznie najprawdopodobniej pozostaną cztery: opowiadania, publicystyka, fotografia oraz blog plus mniej lub bardziej stałe dodatki typu CV);
  • możliwość komentowania każdego z tekstów;
  • możliwość wydruku każdego z tekstów (i fotografii), być może też zapisania go (tylko teksty) w formie PDFa (nie znalazłem jeszcze odpowiedniego skryptu), może też przesłanie tekstu (i – być może – fotografii) na wskazany mail (coś w rodzaju „poleć znajomemu”);
  • część elementów (np. mapa strony) generowana byłaby 100% dynamicznie;
  • przyjazność dla wyszukiwarek (słowa kluczowe i podobne rzeczy w meta-tagach), być może w połączeniu z przyjaznymi ścieżkami (przy użyciu mod_rewrite serwera WWW);
  • 100% zgodności z XHTML wspartym CSS, co oznaczałoby całkowite oddzielenie treści od warstwy prezentacyjnej, a tym samym pozwoliłoby na przygotowanie różnych „skórek” strony.

Ostatni punkt jest na tyle istotny, że taki system byłby stosunkowo przenośny na inne strony o podobnym charakterze.

Na razie prace są na etapie drugiego projektu graficznego i przygotowywania struktury bazy danych. I tutaj wkraczamy w element pierwszy tytułu tego wpisu – ambicję. Ja wiem, że takich systemów jest pewnie kilka i wystarczy tylko odpowiedni zainstalować i dodać to czy owo. No i ok, niech sobie będą – w niczym mi nie przeszkadzają. Chcę jednak taki system napisać tak naprawdę dla siebie, na swoje własne potrzeby. Chcę się zmierzyć z dawno porzuconą materią PHP, z lekko liźniętą materią SQL. Chcę też zastosować kilka rozwiązań, o których nie myślałem wcześniej, a wydają mi się standardem we współczesnym WWW (owo „poleć znajomemu”).

Zapewne przygotowania potrwają jeszcze… kilka miesięcy. Zapewne nie odbije się to znacząco na oglądalności mojej strony. Na pewno za to przyniesie mi frajdę i satysfakcję, kiedy wszystko pójdzie tak, jak to sobie zaplanowałem.

A co dalej?, co później? Później (tak po około 2-3 tygodniach) stwierdzę, że jestem niezadowolony, że to czy owo można poprawić czy też napisać inaczej. A co więcej (i tego w tym momencie się obawiam – tworzę projekt „pod siebie”) – że można było to napisać lepiej i bardziej skalowalnie, bardziej przenośnie; z możliwością edycji wszystkiego przez taki czy inny CMS. No cóż… może wtedy zabiorę się za rozbudowę? Na tym polega właśnie rozwój.

Podcasting

Podcasting to słowo, które zrobiło furorę w Internecie w 2005 roku. Nie tyle samo słowo, co to co za nim się kryje.

A co się kryje? Najpopularniejszy podcasting to dźwięk (nagrania głosowe) dodawany do blogów, czy wręcz blogi prowadzone tylko w takiej formie. Świetna sprawa, jak na to popatrzeć boku. Autor tworzy nagranie (w formacie mp3, wystarczy słaba jakość kodowania – powiedzmy CBR 96kbps @ 22kHz), umieszcza je w Internecie i… to wszystko. Użytkownik serwisu w dowolnym momencie może sięgnąć po to nagranie, ściągnąć do swojego komputera (bądź – co bardziej popularne – odtwarzacza MP3) i odsłuchać w wybranej przez siebie chwili (bądź kilku chwilach, tudzież kilku minutach – wszystko oczywiście zależy od długości nagrania). Coś jak „TV on demand”, o którym to pomyśle kiedyś się rozwodzono, a który to pomysł jeszcze nie jest wystarczająco popularny; chociażby ze względu na przepustowość łącz i wielkości plików video (10 minutowe nagranie w mp3 przy parametrach jak powyżej to około plik 3,5-4MB); zresztą pierwsze video-blogi już w Internecie istnieją, TVP pozwala na ściągnięcie ze swoich stron nagrań serwisów informacyjnych (Teleekspressu, Panoramy i Wiadomości), Onet.pl udostępnia fragmenty materiałów reporterskich TVN24 w swoich serwisach z wiadomościami. Ostatnio TVN24 na stronach transmituje na bieżąco dźwięk z przekazu (i czasem trudno tam się dobić).

O zaletach nie muszę chyba mówić – najważniejsza to niezależność od nadawcy. Powiedzmy, że ktoś (tak jak ja) jeździ do pracy i z pracy w sumie około godziny dziennie. W ciągu dnia nie mam czasu albo możliwości żeby słuchać radia (zresztą – ja nie mam nawet odbiornika radiowego…), a jeśli się już ten czas znajdzie to najczęściej nie ma w danym momencie audycji, która mnie interesuje. Nie wspominając już o audycjach nadawanych w godzinach nocnych. Ściągamy więc sobie z odpowiedniego serwisu interesujący nas podcast, wrzucamy do przenośnego odtwarzacza mp3 i już można nadrabiać zaległości w drodze z/do pracy (ale oczywiście nie tylko). Dodatkowa zaleta to dowolny wybór z archiwum (o ile oczywiście serwis to umożliwia), brak reklam (o tym za moment), i coś czego radio nie ma i nie będzie nigdy miało – treści nie są ulotne; można do nich wrócić zwyczajnie przewijając utwór, jak taśmę w magnetofonie. Marzyłoby mi się, żeby Trójka „produkowała” podcasty z moimi ulubionymi audycjami (chociażby „Sjestą” Kydryńskiego, „Trójkowym ekspresem” czy „Mini-maxem”)… a wracając do wiadomości – TVN już dawno bombardowałem mailami o udostępnienie na swoich stronach zapisów Faktów (19 to dla mnie zła pora na oglądanie wiadomości), niestety jak na razie bezskutecznie (i oczywiście bez odpowiedzi). Chętnie też ściągałbym sobie przed wyjściem z pracy informacje z pełniejszego serwisu (z komentarzami, wywiadami) radiowego i przesłuchiwał go w drodze do domu. W niektórych przypadkach (mam na myśli audycje radiowe) problemem mogą się okazać niestety prawa autorskie i wszelakie tantiemy, ZAIKSy itp.

Wspomniałem o reklamie i jej braku. Na razie. Marketerzy jeszcze nie wykorzystują podcastów do przekazywania treści reklamowych. Zaczęło się to już dziać w sferze kanałów RSS, ale z podcastami reklamowymi się nie spotkałem. A przecież to żaden problem wpleść w określoną audycję mały (literatura fachowa mówi o „spotach” długich na 15 sekund) przerywnik reklamowy, na zasadzie identycznej z reklamą radiową. Co więcej – jeśli treść nagrania jest autorstwa określonej firmy to wcale nie jest powiedziane, że reklamy muszą być oznaczone i oddzielone od normalnego programu (tak jak to ma miejsce w przypadku nadawców radiowych czy telewizyjnych, bądź prasy). Zresztą – wierzę, że cenny merytorycznie przekaz jest w stanie zbudować chociażby zaufanie do marki i lojalność użytkowników serwisów WWW.

Powstaje pytanie – dla kogo jest to „medium” (a raczej „forma przekazu”)? Wg badań (nie pamiętam szczegółowych danych, a nie mam ich pod ręką więc nie przytaczam) wszelakich – dla młodych, aktywnych ludzi. To ludzie w wieku powiedzmy 16-34 lata są podatni na nowinki techniczne i to najwięcej z nich korzysta z Internetu i odtwarzaczy mp3. Ten przedział wiekowy (nieco zawyżony) to jednocześnie najbardziej zainteresowani kanałami RSS oraz blogami. I te trzy formy internetowego przekazu uważam za najbardziej interesujące dla ludzi z marketingu, szczególnie marketingu produktów kierowanych do takiej grupy docelowej. Czy trzeba dodawać więcej?

Kiedy zatem ruszy podcasting na moim blogu? Na razie nie prędko – ja jednak wolę pisać (co i tak jak widać robię rzadko), a i obecnie możliwości technicznych nie mam za dużych. Prędzej w tym momencie pojawiłyby się nagrania video, tylko kto chciałby oglądać moją gadającą głowę?…

Jak to się stało?

Jestem w lekkim szoku!
Wszystko co wiem o pozycjonowaniu właśnie wzięło w łeb, bo drugie miejsce w Google ma strona, która (na pierwszy rzut oka) nie zawiera frazy, o którą pytamy Google. O co chodzi? Proszę kliknąć i sprawdzić na własne oczy:
http://www.google.pl/search?hl=pl&q=ptasia+grypa&lr=lang_pl

Chociaż z drugiej strony pod hasłem „kretyn” można było dotrzeć przede wszystkim na strony Sejmu poświęcone A. Lepperowi i R. Giertychowi.

Wniosek z tego prosty – linki (przede wszystkim tekst pod jakim się znajdują) potrafią zdziałać cuda.

Bo w życiu jest różnie…

…kwadratowo i podłużnie. Zazwyczaj jednak ten kto ma dobre serce musi mieć twardą dupę.

I po raz kolejny się o tym przekonuję. Ja już nie wiem – czy to jesień, czy to „warszawska samotność”, czy to ja, czy też to mój „target”. Dzisiaj mam zły dzień. „Poranna wiadomość” mnie rozbiła maksymalnie. Kiedy wydawało się, że znowu (po kilku latach) wszystko jest na dobrej drodze przychodzi taka wiadomość, że się odechciewa. Wszystkiego się odechciewa. I bynajmniej nie chodzi o Kaczyńskiego czy Tuska – wynikami wyborów jestem zasmucony, ale to mniejsza o to dzisiaj. Za cztery lata się zmieni (albo na czerwono albo na pasiasto czerwono-biało), whatever.

A czy mi się zmieni za cztery lata to ja już nie wiem. Zaczynam wątpić, że cokolwiek się zmieni. Wyjechałem z Krakowa, poczułem wiatr w skrzydłach, wolność i początek nowego życia. Tyle, że w tym nowym życiu mam te same problemy (ze sobą chyba tylko…), nie mogę się uwolnić od „krakowskiego siebie” i tego co mi siedziało w głowie przez ostatnie kilka lat. Chociaż nie tak, nie do końca tak – od tego się uwolniłem. Nie uwolniłem się od człowieka jakim jestem. Chyba nie wierzę w to, że można się zmienić. Ale chyba powinienem.

Kiedy jestem dobry, czuły, miły i w ogóle do rany przyłóż – źle. A właśnie tak chcę, żeby było. Prosto, naturalnie, zwyczajnie i bez pośpiechu.
Kiedy jestem niedostępny, nie angażuję się, kiedy „mi-to-wisizm” – też źle, nawet gorzej i prędzej to się kończy.

Warszawa mi tego nie ułatwia. Ale to nie jej wina. Zobojętniała mi (czyli awansowała z nielubienia), nie przeszkadza mi to miasto. Czasem mnie męczy, czasem mam go dość, wielu rzeczy mi brakuje, kilka rzeczy mnie dziwi czy zaskakuje. Ale do tego przywykłem i nie zwracam na to uwagi.

Dzisiaj mi źle. „Dziękuję, przepraszam i powodzenia.”